Obserwatorzy

poniedziałek, 27 lipca 2009

Posagi

Ja tam plotek nie lubię, ale domyślam się dlaczego Ostachowicze starszemu wnukowi więcej miłości i starania (że o pieniążkach nie wspomnę ) dawali, a i dotąd co wszyscy widzą, dają. Nie ma co głową po próżnicy kręcić, bo nie tylko ja się tego domyślam, ale i cała wioska. A było to tak : jak się już Aronia ze swoim Apolinarym małżeńskim węzłem połączyła, a Euzebia była po słowie z Remigiuszem Kucharkiem, to Ostachowicze mogli ociupinę odetchnąć. No, bo popatrzcie tylko, co oni mogli tym swoim córkom w posagu dać ? Oj niewiele, niewiele, po jednej pierzynce, po dwie poduszczyny, a z żywego inwentarza to tylko po kilka kurek niosek i po trzy gęsi. Na więcej dziewczyniny liczyć nie mogły, bo w domu jeszcze trzy siostry na wiano czekały. Ale, że panny były, że się tak wyrażę nad podziw, to i los im się trafił galanty. Starszej trafił się gajowy, który żadnego posagu nie potrzebował, a młodszej pomocnik kowala, który posagu nie chciał. A uciechęśmy mieli wtedy, a mieli, bo jak się o tym Santorkowa dowiedziała, to mało jej szlag nie trafił. Kowalicha wiadomo, taka chytra, że i spod siebie by zjadła, ale co ją obchodziło, że Remigiusz wiana brać nie chciał ? Pewno uważała, że kto jej próg przekroczy to ma jej słuchać, jak ten biedny kowal, co mu tak podczas małżeńskiego pożycia dała w kość, że bladym świtem do kuźni leciał, czy to lato, czy zima. Wolał w żarze, uderzeń swego młota słuchać, niż gderania stale niezadowolonej i skrzywionej żonki. Myślę, że kowalicha tę swoją chytrość, to chyba z mlekiem matki wyssała, bo ona z domu jest Żórawska, a wszyscy starzy ludzie pamiętają, że i jej matka Konradyna i ciotki Narcyza i Wiktoryna znane były ze swej chytrości hen za granicami województwa. Ale o tym opowiem jak znajdę chwilkę wolnego czasu. A jeśli chodzi o Ostachowiczów, to nie dane im było odpocząć, bo jakoś tak po Świętym Janie trzecia z kolei Inocenta oznajmiła rodzicom, że poczuła wolę bożą, kocha Albina Jekiela z wzajemnością i czekać długo nie może, bo ludziska zaczną gadać. Dziewannę tak to trzepnęło, że przeleżała w łóżku przez trzy tygodnie, a Rocho jak normalnie na gorzałkę nawet patrzeć nie mógł, bo od razu trzęsionki dostawał, tak tym razem przykleił się do kieliszka na cały tydzień. Ale czy taka siwucha na prawdziwe zmartwienie może pomóc ? Zresztą zmartwienie zmartwieniem, a i tak na Piotra i Pawła, bez żadnej pompy i bez białego welonu ( na to się już Dziewanna zgodzić nie mogła ), ale za to przy złotym słonku Inka i Albin ślubowali sobie miłość aż po grób. Tylko tyle dobrego Ostachowiczów wtedy spotkało, że i tym razem obyło się bez posagu. U Jekielów gospodarka duża, w oborze i chlewiku ogonów pełno, a starzy oprócz Albina więcej dzieci nie mieli. Okrutnie się więc cieszyli, że się im synalek o następcę migiem postarał. Troszkę ten Albin ociężały jest (chodził wprawdzie tylko do podstawówki, ale za to całe dziesięć lat ), Ince to jednak nie przeszkadza, mówi, że powolnym chłopem lepiej się kieruje, bo wędzidła nie gryzie i krótkie lejce mu nie wadzą. A Joachim pierwszym wnukiem został, nie z powodu miłości dziadków, tylko starowności swoich rodziców. I tyle.

Brak komentarzy: