Obserwatorzy

poniedziałek, 13 lipca 2009

Położna

Nasz stary felczer Oktawian Chojnacki mówił zawsze, że oddychać trzeba otwartymi szeroko ustami, żeby się całe piersi w takim oddechu przewietrzyć mogły. Jak już mówimy o piersi to nie sposób nie powiedzieć o piersiach Róży Rychlik, a właściwie o piersiach Fortunaty, żony jej przyrodniego brata. Fortunata ma syna Nataniela. Chłopak jest jeszcze przed wojskiem, a nawet chyba w ogóle go tam nie wezmą, bo okrutnie jest chorowity. Co i raz ma jak nie anginę, to zapalenie płuc. Lutka Kozaryna to nie tylko porody u nas odbiera. Musi kobiecina męża nieroba i troje dzieci jakoś utrzymać. A więc, a to pijawki komu trzeba przystawi, a to lewatywę zaordynuje, albo bańki postawi. U Wacikowskich, rodziców Nataniela co i raz być musi, żeby chłopcu w cierpieniu ulżyć. Aż tu któregoś wieczora lament! I już stary Wacikowski do Kozaryny po ratunek pędzi, ale tym razem nie tyle dla syna, co dla żony Fortunaty. Coś ją zaczęło okrutnie pod piersiami kłuć. Położna natychmiast wzięła się do pracy, przystawiła Fortunacie dwie pijawki za lewym uchem i dla równowagi trzy pod prawym kolanem. Potem dwukrotnie zrobiła jej wlewkę z chrzanu i ... nic. Żadnej poprawy. Oj nie na żarty się wtedy nasza Lutka wystraszyła, czy poradzi sobie sama, czy też trzeba będzie dzwonić do Okaryn po doktora Krystiana Staniszewskiego. Tego Staniszewskiego, to Hilaria Sirojć żona krawca lekkiego z Fujarek Skrajnych, nazywa doktorem wszech nauk. Bo też jest on lekarzem i dla ludzi i dla zwierząt, potrafi wyrwać ząb i wyciąć ślepą kiszkę, wszyje esperal i zszyje łuk brwiowy po dyskotece. Natomiast małżonek Hili , Prokop który lubi mowę wiązaną nadał mu tytuł : „jedyny gminny lekarz rodzinny".

Brak komentarzy: