W życiu to już tak jest, jednym się we wszystkim wiedzie, że aż jak to niektórzy mówią i kogut im jaja znosi, a drugiemu znowu tęgi wiatr w oczy. I choćby człowiek nie wiem co wymyślał, to sposobu na szczęście jeszcze nikomu się wymyśleć nie udało. Weźmy takiego Adalberga. Opój z niego tęgi, temu nikt nie zaprzeczy. Robić nie bardzo mu się chce, tego też się ukryć nie da. Do tego brzydki się z latami robi, jak nie przymierzając druga strona księżyca. Dlaczego druga ? Bo ja jej jeszcze na oczy nie widziałam, a do tej pierwszej już się zdążyłam przyzwyczaić, ot co. No i teraz czas nadszedł, żeby się zastanowić, czy on się taki przeklęty urodził, czy też to kara boska. Jak kara to za co ? Za to, że nie umiał się babie postawić, a ona w niecały tydzień po weselu bić go zaczęła, a po siedmiu latach do miasta uciekła ? Gnój jej w Fujarkach śmierdział, tak stale krzyczała, jak mężowi plechy patelnią u Cygana kupioną garbowała. Dużo jej tam śmierdział, jak ona nigdy progu chlewa nie przestąpiła, a dopóki jej własne dzieci w pieluchy robiły, to tylko Adalberga wołała, żeby maluchy sprawił. No i poszła w świat, z czwórką drobiazgu chłopinę zostawiła, tylko z okazji Dnia Kobiet życzenia mu przysyła. Dlaczego akurat wtedy tego nikt nie wie. Tak więc kara boska odpada. Pozostaje przekleństwo. I tu już nie ma śmichów - chichów. Przekleństwo to rzecz poważna, a nawet więcej. Jak byłam młodą dziewczyną to na własne oczy widziałam taką jedną przeklętą. Dobremu chłopcu ręki odmówiła, a ten się w wygódce obwiesił na śmierć. A przedtem kartkę napisał, że ją przeklina. No i dziewuchę złe dopadło, to ją trzęsło, to znowu puszczało. Sama raz świadkiem byłam jak się na podłodze wiła i piana jej z gęby szła. Niektórzy co prawda gadali, że to choroba, ale ja swoje wiem. No i dowód miałam namacalny, co mi go ciotka Kornelia dała : kawałek konopnego sznura, co to się na nim ten nieszczęśnik obwiesił. Oj długo ja ten sznur w kuferku trzymałam, na szczęście.
A znowu świekra mojej siostrzenicy opowiadała, że sama o mało co nie została przeklęta. Przez pomyłkę. Ja jak wiecie plotek nie lubię, ale tak całkiem dobrą jakąś plotką nie gardzę. A to co teraz wam powiem, od rodzonej siostry tej świekry słyszałam. Żadnej pomyłki nie było i babsko sobie na to przekleństwo własną, wredną i chytrą duszą oraz podłym charakterem zasłużyło, ot co! Kuzynka jej pokochała pierwszą miłością chłopaka z Trombitów Leopolda i pewno by za niego wyszła, gdyby nie ta właśnie świekra. Postanowiła ona sobie, że w ten, albo i w inny sposób chłopaka odbije i sama go do ołtarza poprowadzi. Jak sobie zaplanowała, tak i zrobiła. Ślub jeszcze w tym samym roku się odbył, a tamta porzucona biedaczka w strasznych męczarniach ten świat opuszczając, chciała świekrę przekląć, ale nie zdążyła, bo umarła. Nie, tym razem żadnego samobójstwa nie było. Dziewczyna normalnie, po bożemu ten ziemski padół opuściła. Po prostu najadła się niedojrzałych jabłek, popiła studzienną wodą i dostała skrętu kiszek, a że żadnego doktora wtedy blisko nie było to i o ratunku mowy być nie mogło. A tymczasem świekra mojej siostrzenicy tyle się Leopoldem nacieszyła, że dziecinę mu zdążyła powić. W trzy tygodnie po tym, jak świekra zległa, jej małżonek świat ten opuścił i ze swą pierwszą narzeczoną w zaświatach się połączył. Moja świętej pamięci babka zawsze mówiła, że jak niewinnemu, albo jeszcze lepiej niewinnej jakiejś źle się dzieje, to sprawiedliwość wtedy zwycięża.
Przeważnie.
A znowu świekra mojej siostrzenicy opowiadała, że sama o mało co nie została przeklęta. Przez pomyłkę. Ja jak wiecie plotek nie lubię, ale tak całkiem dobrą jakąś plotką nie gardzę. A to co teraz wam powiem, od rodzonej siostry tej świekry słyszałam. Żadnej pomyłki nie było i babsko sobie na to przekleństwo własną, wredną i chytrą duszą oraz podłym charakterem zasłużyło, ot co! Kuzynka jej pokochała pierwszą miłością chłopaka z Trombitów Leopolda i pewno by za niego wyszła, gdyby nie ta właśnie świekra. Postanowiła ona sobie, że w ten, albo i w inny sposób chłopaka odbije i sama go do ołtarza poprowadzi. Jak sobie zaplanowała, tak i zrobiła. Ślub jeszcze w tym samym roku się odbył, a tamta porzucona biedaczka w strasznych męczarniach ten świat opuszczając, chciała świekrę przekląć, ale nie zdążyła, bo umarła. Nie, tym razem żadnego samobójstwa nie było. Dziewczyna normalnie, po bożemu ten ziemski padół opuściła. Po prostu najadła się niedojrzałych jabłek, popiła studzienną wodą i dostała skrętu kiszek, a że żadnego doktora wtedy blisko nie było to i o ratunku mowy być nie mogło. A tymczasem świekra mojej siostrzenicy tyle się Leopoldem nacieszyła, że dziecinę mu zdążyła powić. W trzy tygodnie po tym, jak świekra zległa, jej małżonek świat ten opuścił i ze swą pierwszą narzeczoną w zaświatach się połączył. Moja świętej pamięci babka zawsze mówiła, że jak niewinnemu, albo jeszcze lepiej niewinnej jakiejś źle się dzieje, to sprawiedliwość wtedy zwycięża.
Przeważnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz