Obserwatorzy

środa, 1 lipca 2009

Figurka

Tak, tak zawzięty był Zefiryn na te kobitki jak mało kto. Jedni gadali, ze tak już był skonstruowany, a inne, że to wszystko z zemsty. Miał on bowiem kiedyś swoja własną babęi po cudze rak nie wyciagał, ale nie wiadomo z jakiej przyczyny zakręciła się ona koło młodziutkiego bratanka fryzjera z Fujarek Dolnych i już razem, którejś letniej, gorącej nocy w świat sobie poszli. Wtedy to w Zefirynie cosik pękło i życie swoje nieboraczek całkiem odmienił.
A kiedy nasz księżulo w świątku podobizny swojej się dopatrzył, to zaraz zaczął w kółku różańcowym kobity przekabacać, tak silnie, że sie po kolei do świętego tyłem poodwracały.
zwłaszcza jedna tak się zaparła, że aż wszystkie zaczęli gadać , że się w młodym księdzu ze wszystkim zakochała. No i końcem końców, jakoś tak przed oktawą Bożego Ciała figurka świętego z rozstajów znikła. Ja tam plotek nie lubię, ale od tamtej pory Emilka nikogo do chałupy nie wpuszczała, zanim go pierwej w dziurce od klucza nie zobaczyła. Żona grabarza Gawryszczaka, tego co to wyprawiał nocami skupowane przez siebie w okolicy królicze skórki, gadała kiedyś w geesie,że raz mignęła jej w oknie Emilka jak coś jakby pomnik jakiś , dokładnie z kurzu ścierką przecierała.no, ale w całej okolicy nie ma nikogo co by paplaninę Gawryszczaczki na poważnie brał, bo wiadomo, że większej jak ona plotkarki to i ze świecą nie znajdzie. A wracając do jej serdecznej przyjaciółki, to przypomniało mi się jaka ja przygoda w sławojce spotkała. Było to tego samego roku, w którym wuj Maltencjii Piotrowskiej(tej co to u księdza czas jakiś usługiwała), życie sobie odebrać zaplanował. Poprzez powieszenie. W sadku. Ale nie ma co o tym po próżnicy gadać, bo mu się to powieszenie, jak i wiele innych interesów w życiu nie powiodło.
Otóż ta wspomniana przeze mnie Krystyna (zapomniałam dodać że tak się ta nieszczęśnica nazywała: Krystyna. Kryśka Kropielnicka. No i ona właśnie, zjadła kiedyś coś niestrawnego i jeszcze przed wieczorem solidny ból brzucha ja dopadł. A że u nas w Fujarkach to ze zwykłym bólem nikt po lekarzach nie lata, to i tym razem Kryśka do matki poleciała po orzechówkę.
A swoją drogą to rodzice jej, starzy Serafinowie, musieli po jej narodzinach z rozumem się rozminąć, żeby córce imię takie wymyślne dać. Takiego imienia to nikt ani u nas , ani w innych okolicznych Fujarkach jak żyje nie pamięta! A przecież mogła po babce ze strony matki Hermenegilda dostać, albo i też po matce krzestnej Dobrochna.
Ale nie!

Brak komentarzy: