Malwina posługiwała u księdza Sykstusa bardzo krótko, a było to wtedy,gdy jego brat Kalikst żenił się z druga z kolei córką Ostachowiczów Klaudyną. Nasz proboszcz był zadowolony z wyboru brata, bo dziewczyna była ładna, wesoła, no i miała fach w ręku. Nawet nie kręcił nosem, że wiana żadnego nie było; przecież dobrze wiedział, że jej ojce majątku się nie dorobili, no i że w domu zostały jeszcze dwie panny w kolejce do ślubowania. No i właśnie wtedy, gdy ksiądz siedział sobie cichutko w kancelarii nad papierami usłyszał jak Malwina Piotrowska gadała do żony Serwacego Rutkowskiego tego, który jest u nas za organistę, że młoda Ostachowiczówna nie jest biodrzasta i pewno więcej jak troje dzieci nie urodzi. Jak to ksiądz usłyszał to tak popędził obu kota, że gnały przez wieś jak do pożaru. Potem organiścina wyjechała na trochę do siostry, do miasta, żeby przeczekać, aż sprawa przyschnie, a Piotrowska na trochę dłużej, do brata. Ale gdy już Malwina do Fujarek wróciła, to ciepłe miejsce na plebani było zajęte, bo rządziła tam dobrze już zadomowiona Telimena Chałupczyńska.
Tymczasem młodzi Kuśmierczykowie żyją sobie jak u Pana Boga za piecem, Kalikst tak pięknie gra na fagocie, że aż strach, a Dynka, która skończyła w Organach trzy kursy i urodziła w międzyczasie trzy dziewuszki i synka Kalasantego, też nieźle zarabia. Matka Dyny, Dziewanna (znana we wszystkich trzech Fujarkach zielarka) to niespotykanie przewidująca kobieta, dała ona wykształcenie wszystkim swoim córkom. Najstarsza Aronia skończyła kurs repasacji pończoch, Klaudyna dwa kursy owerloku i jeden koronkarstwa, Euzebia jest dyplomowana kucharka, Inocenta zielarką jak matka, a najmłodsza Zefka, ta od spleśniałej kapusty z wyróżnieniem ukończyła kurs foliowania dokumentów.
Powiem wam, że nie wszystkie nasze kobiety są takie przewidujące, no i dbające o przyszłość swego potomstwa. Weźmy na ten przykład Leonię Kurek. Sama skończyła szkołę fryzjerską, mąż też ma fach i zarobki, że tylko pozazdrościć, a ich jedynak Filon, chociaż uczy się już tyle lat, to do tej pory nie ma konkretnego zawodu! A Leonia jeszcze go broni, że ma stypendium naukowe, wysokie średnie i będzie "kimś". Jakoś tak po nowym roku, jakeśmy w naszym kole szykowały się do robienia kraszanek, stara Leśniakowa nie wytrzymała i wyrąbała Kurkowej prosto w oczy, że byłoby lepiej, gdyby Filon ( zdrobniale zwany Filemonem) zamiast stypy szykował się do wesela, zamiast średniej wybrał jakaś wysoką, a bycie kimś zastąpił czymś. No i w ogóle jak dzieciak może sam zdecydować jaki zawód ma wybrać??? Tyle lat po cudzych kątach się tuła, to już ojciec dawno powinien sie wtrącić i mu pomóc. Drugi na jego miejscu dawno by dziecku łopatę w ręce wsadził, ale Kostek prędzej nam wszystkim groby wykopie, niż synowi fach swój przekaże. Stara Leśniakowa, mimo, że własnych dzieci się nie dochowała, a może właśnie dlatego traktuje cała fujarecką młódź jak swoja własna progeniturę. Pochwali kogo trzeba, a komu się należy wygawor, ten go z pewnością dostanie i to nie wąski. Ale muszę przyznać, że i "dzieciaki" są za nią jak za rodzoną. Nikt jej nigdy złego słowa nie powiedział, a nawet największy pyskacz, jak na ten przykład syn wozaka Junoszy Kozłowskiego Ksawery, który pół dnia w pubie z kuflem piwa siedzi, gdy Leśniaczki wygaworów słucha, to łeb nisko spuszcza.
Ja tam plotek nie lubię, ale swoje wiem. Ksawuś nie dla piwa, ale dla młodej Junony Gałkowskiej w tej knajpie siedzi. Chłopak trzydziestki dobiega to i wolę bożą poczuł.
Tymczasem młodzi Kuśmierczykowie żyją sobie jak u Pana Boga za piecem, Kalikst tak pięknie gra na fagocie, że aż strach, a Dynka, która skończyła w Organach trzy kursy i urodziła w międzyczasie trzy dziewuszki i synka Kalasantego, też nieźle zarabia. Matka Dyny, Dziewanna (znana we wszystkich trzech Fujarkach zielarka) to niespotykanie przewidująca kobieta, dała ona wykształcenie wszystkim swoim córkom. Najstarsza Aronia skończyła kurs repasacji pończoch, Klaudyna dwa kursy owerloku i jeden koronkarstwa, Euzebia jest dyplomowana kucharka, Inocenta zielarką jak matka, a najmłodsza Zefka, ta od spleśniałej kapusty z wyróżnieniem ukończyła kurs foliowania dokumentów.
Powiem wam, że nie wszystkie nasze kobiety są takie przewidujące, no i dbające o przyszłość swego potomstwa. Weźmy na ten przykład Leonię Kurek. Sama skończyła szkołę fryzjerską, mąż też ma fach i zarobki, że tylko pozazdrościć, a ich jedynak Filon, chociaż uczy się już tyle lat, to do tej pory nie ma konkretnego zawodu! A Leonia jeszcze go broni, że ma stypendium naukowe, wysokie średnie i będzie "kimś". Jakoś tak po nowym roku, jakeśmy w naszym kole szykowały się do robienia kraszanek, stara Leśniakowa nie wytrzymała i wyrąbała Kurkowej prosto w oczy, że byłoby lepiej, gdyby Filon ( zdrobniale zwany Filemonem) zamiast stypy szykował się do wesela, zamiast średniej wybrał jakaś wysoką, a bycie kimś zastąpił czymś. No i w ogóle jak dzieciak może sam zdecydować jaki zawód ma wybrać??? Tyle lat po cudzych kątach się tuła, to już ojciec dawno powinien sie wtrącić i mu pomóc. Drugi na jego miejscu dawno by dziecku łopatę w ręce wsadził, ale Kostek prędzej nam wszystkim groby wykopie, niż synowi fach swój przekaże. Stara Leśniakowa, mimo, że własnych dzieci się nie dochowała, a może właśnie dlatego traktuje cała fujarecką młódź jak swoja własna progeniturę. Pochwali kogo trzeba, a komu się należy wygawor, ten go z pewnością dostanie i to nie wąski. Ale muszę przyznać, że i "dzieciaki" są za nią jak za rodzoną. Nikt jej nigdy złego słowa nie powiedział, a nawet największy pyskacz, jak na ten przykład syn wozaka Junoszy Kozłowskiego Ksawery, który pół dnia w pubie z kuflem piwa siedzi, gdy Leśniaczki wygaworów słucha, to łeb nisko spuszcza.
Ja tam plotek nie lubię, ale swoje wiem. Ksawuś nie dla piwa, ale dla młodej Junony Gałkowskiej w tej knajpie siedzi. Chłopak trzydziestki dobiega to i wolę bożą poczuł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz